Jest to wpis, który powstał na mojego poprzedniego bloga, który zaginął w akcji.

 

Na wstępie zaznaczę, że ten wpis nie ma być żadnym poradnikiem, ani wytycznymi, a tym bardziej mądrzeniem się – jedynie opisuję tutaj swoje doświadczenia i przemyślenia – może komuś się to przyda (już wiele razy odpowiadałam na pytania jaki sprzęt do fotografii sportowej).

To nie sprzęt robi zdjęcia tylko człowiek. Zdanie wypowiadane przez wielu ludzi prawie jak mantra. W ogólnym rozumieniu zgadzam się z tym, ale…..
No właśnie, musiało być jakieś „ale” 🙂 Rzeczywiście sprzęt tylko rejestruje to co my mamy w głowie, to co my widzimy, to co my chcemy uwiecznić na matrycy (ew. kliszy).  Jednak są dziedziny fotografii gdzie powyższe stwierdzenie ma sens dopiero w momencie, kiedy sprzęt nam na to pozwoli. Jedną z takich dziedzin jest fotografia sportowa.
W czystej teorii można wziąć dowolny najprostszy aparat i zrobić zdjęcie sportowe. Jednak nie oczekujmy, że maluchem pojedziemy 300km/h. Każdy aparat czy obiektyw ma swoje ograniczenia, których nie przeskoczymy w żaden sposób – z fizyką trudno wygrać.

Przejdźmy więc do sprzętu, który nam da możliwości. Uprzedzam, że w większości oprę się na Canonach, bo w tym systemie pracuję (nie będę się wymądrzała o Nikonach, które mam w rękach raz na rok przez godzinę i mam problem gdzie przestawić przesłonę)

Aparat:
Ten akapit nie będzie wielkim odkryciem z mojej strony. Zawsze twierdziłam, że lepiej zainwestować w trochę gorszą puszkę, a pozostałe pieniądze dorzucić do lepszego obiektywu.
Rozpoczynając przygodę z fotografią sportową nie nastawiajcie się na Canona 1DX czy Nikona D4S, chyba, że macie wolne 30tys.zł – ale jeśli macie to dajcie znać, znajdę Wam 1000 innych sposobów na ich wykorzystanie :).
Na początek zacznijcie od dwucyfrowych aparatów Canona (cena ok 3tys.zł). Są to aparaty raczej amatorskie, ew. nazywane półprofesjonalnymi (cokolwiek to znaczy). Jednak nie zemdlejecie na widok ich ceny, a na początku dadzą radę. Jeśli macie trochę większy budżet pomyślcie o jednocyfrowych – Canon 6D, 7D.

Ogólnie co jest  bardzo ważne przy wyborze aparatu:
– sprawny, szybki autofocus z trybem śledzenia (AI servo), który pozwoli nie zgubić zawodnika, nawet jak będzie się szybko poruszał
– ilość klatek na sekundę – logika podpowiada „im więcej tym lepiej”. Nie mogę się z tym nie zgodzić, ale nie dajmy się zwariować. Ok, 1DX ma 12kl/sec, ale 5D ma 8kl/sec – wystarczy trochę pomyśleć.
– „wytrzymałość” matrycy na wyższe czułości – dopóki jesteśmy na otwartej przestrzeni problemu nie ma. Jednak wiele sportów odbywa się w halach, w których czasami projektant zapomniał, że mogłoby być jaśniej (albo Inwestor jest sknerą). W tym momencie matryca powinna wytrzymywać ISO nawet do 4000-5000 bez większych szumów – tutaj przydają się aparaty z pełną klatką.

Warto mieć także dwa aparaty. Albo jako backup, albo na jednym zapinamy coś dłuższego, na drugim krótszego i mamy „zabezpieczone” różne sytuacje zdjęciowe.

Szklarnia:
Mamy już aparat, więc przejdźmy do rzeczy ważniejszej – jaki obiektyw mi potrzebny i czemu nie mogę kupić sobie tego tańszego.
Fotografia sportowa jest tak rozległym pojęciem, że nie ma złotego środka na zakup jednego obiektywu. Zupełnie co innego nam będzie potrzebne jak będziemy fotografować piłkę nożną, inne przy koszykówce, inne w lekkiej atletyce, a jeszcze inne na konferencjach prasowych.

Pierwszym obiektywem, który większość kupuje jest 70-200mm. Jest to szkło, które ma każdy fotograf sportowy, nie ważne czy robi dla Reutersa, czy dla gazetki dzielnicowej.
Obiektyw podstawowy, jednak tutaj też mamy pole manewru – mamy obiektywy ze światłem 2.8 , 4 i zmiennym. Większość fotografów bez namysłu powie 70-200 f.2.8 – nie będę oryginalna. Fotografia sportowa opiera się na jasnych obiektywach, więc im jaśniej tym lepiej. Oczywiście można kupić f.4 czy zmienne światło, ale (wracając do poprzedniego akapitu) kupcie tańszy aparat, a resztę dorzućcie na jaśniejszy obiektyw.
70-200 często jest zastępowanie na początku przygody czymś w stylu 70-300 f.4-5.6, czy 100-300 f.5.6.
Wszystko jest fajnie dopóki mamy dużo światła zastanego, ale pamiętajmy to ma być podstawowy (uniwersalny?) obiektyw, więc w ciemnej hali wybieram f.2.8.

Zastanawiam się nad drugim w kolejności obiektywem…..chyba wybrałabym 16-35mm. Tutaj także mamy wybór światła 2.8 i 4. Moja argumentacja w kierunku 2.8 podobna jak wyżej. Lecz w tym przypadku bym się nie upierała aż tak bardzo, ponieważ ten obiektyw będziemy raczej używać do szerszych planów, bardziej statycznych, więc możemy ustawić dłuższy czas w zamian za przesłonę 4, a nie 2.8.

Jako trzeci obiektyw wybieram 400 f 2.8. To jest to szkło, które u mnie jeszcze nie istnieje, ale na razie lubię swój samochód 🙂 Teleobiektyw bardzo przydatny przy sportach gdzie zawodnicy są daleko od nas – piłka nożna, lekka atletyka, regaty żeglarskie czy siatkówka robiona na góry z trybun. Oczywiście można wziąć 70-200 i podpiąć pod niego konwerter (sama tak robię), ale miałam kilkanaście razy okazję pracować na 300 lub 400 f.2.8 i to jest co innego – inna ostrość, inna jakość zdjęć, inna plastyka.

Te trzy w/w obiektywy to taka podstawa, ale oczywiście jest jeszcze wiele innych, których fotograf używa. U mnie zajdziecie dodatkowo fish-eye 8mm – rzadko, bo rzadko, ale korzystam. Do tego mam 24-105mm f.4.0 – kupiony jako kompromis pomiędzy 24-70 f.2.8, budżetem, a potrzebą obiektywu na podróże.
U fotografów możecie jeszcze zobaczyć stałki 24mm, 35mm, 50mm, 100mm, 135mm, 200mm, 600mm……

Tak naprawdę, to co napisałam wyżej to taka niby podstawa, ale co fotograf to ulubione obiektywy i aparaty, na których pracuje i nie ma jednego idealnego zestawu.